Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemuzyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemuzyczne. Pokaż wszystkie posty

4 lutego 2017

Greg Proops - The Smartest Book in the World

Kiedyś, dawno temu, gdy zakładałem tego niesamowicie poczytnego bloga (liczba wpisów nie sugeruje wprawdzie, że to aż tak dawno temu), postanowiłem, iż będzie to blog o wszystkim i o niczym, zawierający moje głębokie przemyślenia na rozmaite tematy. Szybko jednak okazało się, że zakładana głębia to raczej brodzik refleksji i jedyny temat, na który nie wstydzę się pisać, to ten związany z muzyką. Niemniej jednak te nieliczne wpisy z nią niezwiązane pozostały w odmętach Blogspota i nadal można je tu przeczytać (choć nie polecam – są straszne). To z kolei zmotywowało mnie do tego, by nakreślić kilka słów o książce, niebędącej biografią muzyka/zespołu, tematyką zaś tylko pobieżnie zahacza o rozmaite dźwięki.

Myślę, że nie potrafię pisać o książkach (o muzyce w sumie też nie, a jednak to robię, więc...) - o składni i stylu wiem tyle, ile nauczyłem się w szkole, niezamierzonych błędów ortograficznych nie spodziewam się znaleźć, z kolei poświęcając 80% czasu literaturze faktu, pewnie nie jestem aż tak oczytanym człowiekiem, by ferować jakiekolwiek oceny. Niemniej jednak dzieło, o którym chcę pisać nie jest typową pozycją literacką - to najbardziej błyskotliwa książka na świecie, pióra Grega Proopsa.




Proops to pochodzący z San Francisco komik, standupper oraz improwizator umiejętnie łączący brytyjski humor z absurdami związanymi z byciem obywatelem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Poza tym miał przyjemność podkładać głos Boba w Bobie Budowniczym, czy też Fode’a w najgorszej części Gwiezdnych Wojen (chodzi oczywiście o Mroczne Widmo, które jednak darzę pewnym sentymentem).  Polska publiczność miała okazję poznać go jako jednego z regularnych „czwartych krzeseł” w amerykańskiej wersji programu Whose Line Is It Anyway?, na który dobre 10 lat temu nastąpił boom w polskich internetach… i mogę tylko żałować, iż oryginalna wersja brytyjska nie stała się u nas tak popularna – po pierwsze dlatego, że była o wiele mniej schematyczna i cenzurowana w porównaniu do amerykańskiej, a po drugie – Greg mógł tam w pełni błyszczeć, zaś jego słowne potyczki z gospodarzem Clivem Andersonem [KLIK] biją na głowę wszelkie batalie z Drew Careyem (głównie dlatego, że Clive to bardzo szybko reagujący facet o ciętym poczuciu humoru, zaś Drew… to Drew). Tak czy inaczej, Proops postanowił sprawdzić się w roli autora i tym sposobem w 2015 r. ukazała się książka „The Smartest Book in the World: A Lexicon of Literacy, A Rancorous Reportage, A Concise Curriculum of Cool” (tia...).


Sam podtytuł wyjaśnia już dość dużo, a jeśli znacie komediową „rutynę” Proopsa, to doskonale wiecie, jak może prezentować się zawartość. Pierwsze i najważniejsze zastrzeżenie – nie jest to biografia Grega, nie są to anegdoty z planu Whose Line Is It Anyway? (takie postaci jak Ryan Stiles, Jeff Davis, Drew Carey czy Dan Patterson pojawiają się wyłącznie w podziękowaniach), tak naprawdę nie jest to też do końca usystematyzowana książka… Jeśli zaczniecie czytać od strony 155, a potem otworzycie na 38., to w sumie nic strasznego się nie stanie.

Najkrócej rzecz ujmując, wydana w 2015 r. książka stanowi odzwierciedlenie podcastu, który Proops prowadzi od końca 2010 r. – The Smartest Man in the World – gdzie to Greg wymądrza się (a jakże!) na tematy, które go pasjonują. Wśród nich znajdują się – polityka, jaranie zioła, wódka, feminizm, historia, sztuka, literatura, film i muzyka i oczywiście baseball, w tym zwłaszcza pierwsze ligi afroamerykańskie, w tym zwłaszcza Satchel Paige. Na pierwszy rzut oka nie brzmi to pewnie zbyt zabawnie, sam autor często podkreśla w swoich wystąpieniach, że „to jedyny podcast komediowy, podczas którego publiczność się nie śmieje”, a oliwy do ognia dorzuca żona Grega – Jennifer Canaga – stwierdzeniami w stylu: „Twój ostatni podcast był inny niż dotychczasowe – był zabawny”. Oczywiście jest to tylko droczenie się z odbiorcą – połajanki Grega nawet przy najcięższym temacie wywołują śmiech, przynajmniej u mnie.

Dobrze, co zatem znajdziemy w tej najmądrzejszej publikacji na świecie? Jeśli nie jesteście obeznani z twórczością pisarza, to postanowił on przedstawić na początek podstawowe zasady, jakie będą obowiązywać na dalszych kartach księgi:
  1. Będzie historia starożytna;
  2. Będą filmy;
  3. Będzie Satchel Paige;
  4. Będzie poezja;
  5. Będzie muzyka;
  6. Nie będzie jęczybulstwa;
  7. Będzie sztuka;
  8. Będziemy pisać „Kobieta” przez wielkie „K”;
  9. Będą słowa;
  10. Będą książki;
  11. Będą dobre narkotyki i dobra zabawa;
Poza tym jeszcze wokabularz słów używanych i pożądanych (np. whatnot, kittens, manbag) oraz tych zakazanych (jak: epic, hipster, puke, poop). Zaopatrzeni w tę wiedzę możemy przystąpić do dość chaotycznej lektury.

Tak, chaotycznej. Wprawdzie pojawiają się stałe działy, jak „Filmy”, „Muzyka”, „Poezja”, „Dawno, dawno temu” czy „Baseball” oraz „Baseballowa drużyna złożona z…”, lecz tak naprawdę – może poza wstawkami o amerykańskim sporcie narodowym – nie układają się one w jakąś logiczną
i chronologiczną całość. Oczywiście zakładając, że nie zależy Wam na tym, by najpierw dowiedzieć się o geniuszu Boba Dylana, a dopiero potem o wyższości London Calling nad czymkolwiek co było przedtem i potem. Pierwszeństwo erotycznych przygód Aleksandra Macedońskiego pewnie też nie zostanie zburzone, jeśli akurat najpierw otworzą Wam się równie erotyczne i megalomańskie eskapady Juliusza Cezara. Skoro już o tym wszystkim mowa – właśnie się zorientowałem, że Czytelnicy nie zostali zaopatrzeni przez Jaśnie Autora w spis treści ;).

Podstawową zaletą dzieła Proopsa jest niewątpliwie lekkość serwowanych treści, podział na krótkie „rozdziały”, co pozwala czytać na krótszych bądź dłuższych dystansach w komunikacji miejskiej lub też podczas niekiedy ciężkich posiedzeń w miejscu, gdzie i król udaje się piechotą. The Smartest Book in the World idealnie sprawdza się w małych dawkach, w ramach przerwy, dla chwili relaksu. Ponadto Gregowi udało się doskonale przelać na papier styl swoich monologów – czytając, w głowie zawsze towarzyszył mi jego jakże charakterystyczny głos, a nawet intonacja oraz akcent. Wprawdzie są też tacy, którzy uznają to za wielką wadę, niemniej zakładam, że po tę pozycję sięgną raczej miłośnicy kunsztu autora, aniżeli zagorzali przeciwnicy. Osób neutralnie nastawionych też nie podejrzewałbym o zakup/wypożyczenie/ściągnięcie z otchłani internetów. Sama treść natomiast jest nie tylko ubrana w zabawną formę, ale potrafi także zaciekawić – zostałem zaintrygowany kilkoma tytułami filmów (gatunków wszelakich) oraz albumów (głównie soulowych), o których nigdy wcześniej nie słyszałem lub po które sam z siebie nie zdecydowałbym się sięgnąć. Równie dobrą robotę Greg uczynił snując krótkie dyktaryjki na temat Kobiet (wielkie „K”!) z różnych stron świata, warstw społecznych i epok, które walczyły o emancypację czy też w inny sposób zrewolucjonizowały świat, jak i w zakresie poezji oraz literatury. Na specjalne wyróżnieni zasługuje przedostatni dział – „Sztuka, którą chciałbym mieć jaja ukraść” (nie jestem przekonany co do poprawności językowej tego zdania). Nie tylko w humorystyczny sposób przedstawione zostały metody kradzieży i szanse powodzenia „misji”, ale także opisy samych dzieł sztuki podziałały na wyobraźnie i sprowokowały ich wyszukanie w odmętach sieci.


Nie obyło się oczywiście bez wad i rozczarowań. Moim zdaniem zawiodła część historyczna – nie dość, że Greg ograniczył się tylko do dwóch wstawek z tego działu (no chyba, że dodamy do tego historię baseballu), to jeszcze wybrał postaci, o których raczej dość sporo wiemy. Oczywiście rozumiem, że Aleksander Wielki i Cezar to jego ulubieńcy (w takim razie dlaczego nie ma osobnego wpisu, a jedynie krótka wzmianka, o Kleopatrze, którą Proops darzy olbrzymią sympatią) i zabawna lektura o nich dostarcza pewnej przyjemności, ale można było pokusić się o mniej oczywistych władców. Części poświęconych skutkom poszczególnych narkotyków oraz przepisom na drinki (do każdego potrzebne są tylko wódka, wiaderko z lodem i cytryny) też mogłoby równie dobrze nie być… i tak zajmują łącznie mniej więcej cztery strony. Kolejną siermięgą nie tylko dla polskiego, ale i europejskiego czytelnika są niewątpliwie niekończące się wersety o baseballu. Wprawdzie tło historyczno-rasowe jest bardzo ciekawe, lecz czytanie o wszystkich możliwych zawodnikach, pozycjach na których grali i technikach, którymi się posługiwali naprawdę nieco mija się z celem w sytuacji, gdy nie do końca masz pojęcie o regułach tego sportu. Podobnie sympatycznie się czyta „Baseballową drużynę złożoną z dyktatorów”, ale to trochę tak, jak oglądanie improwizacji, gdzie sugestią jest jakiś brytyjski serial, którego nie widziało się na oczy – uśmiejesz się, ale nie wyłapiesz niuansów. Greg sam przyznał, że sporo jest baseballu, ale nie zamierza za to przepraszać – to jego cholerna książka, on jest najmądrzejszym człowiekiem świata, poza tym to jego pasja, która zacieśniała jego więzi z ojcem. Love it or leave it! ;).

Właśnie, kaznodziejski ton, gramatyka stosowana przez Proopsa („goodest”) i miejscami wybór dość wysublimowanego, nieoczywistego słownictwa może zrazić potencjalnych czytelników. Jednak z drugiej strony – to jest właśnie cały urok Grega Proopsa. Spotkałem się też z zarzutami, że „co to za książka, skoro pisząc np. o Edgarze Allanie Poe autor ogranicza się do wprowadzenia na kilka linijek, a potem wkleja CAŁEGO Kruka?!”… cóż, The Smartest Book in the World to dość osobliwa i nieszablonowa pozycja, od siebie dodam tylko tyle, że w kilku miejscach wkład Grega sprowadza się do „XYZ (971 – 1028) – przeczytajcie ten uroczy wiersz tego cudownego autora…” ;).

Jak tylko The Smartest Book in the World pojawiła się na rynku, zacząłem sobie na nią mocno ostrzyć zęby, licząc, że uda mi się ją dostać w Polsce za jakieś rozsądne pieniądze. Kiedy wreszcie to się udało, sądziłem, że pochłonę ją całą w jeden dzień. Tak się jednak nie stało. Spodziewałem się lektury pełnych anegdot i przygód z życia jednego z moich ulubieńców scen komediowych. W zamian za to dostałem książkę o tym, co interesuje jednego z moich ulubieńców scen komediowych. Wszystko przyprawione niepowtarzalnym, dowcipnym stylem Autora. Nie do pożarcia przy jednym posiedzeniu, miejscami nie do końca porywająca, ale na pewno nierozczarowująca. Jeśli znacie i lubicie Proopdoga – do książki marsz. Jeżeli nie znacie – koniecznie nadróbcie. Nie lubicie – łorewaaa!

11 sierpnia 2014

Monty Python Live (Mostly): One Down, Five to Go

fot.: mugglenet.com

Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji… zwłaszcza, gdy są po siedemdziesiątce. Sami Pythoni zapewne także nie przewidywali tak ciepłego przyjęcia ich zaskakującej reaktywacji – bilety na pierwszy show, 1 lipca 2014 r., sprzedano w ciągu zaledwie 43,5 sekundy (warto dodać, że O2 Arena, gdzie odbywały się występy, mieści 20 000 osób). W związku z tym dodano kolejne cztery daty, które również natychmiast wyprzedano. Ostatecznie Monty Python Live (Mostly) składał się z dziesięciu trzygodzinnych występów (z 30-minutowym antraktem każdy). Ostatni z nich transmitowano na żywo w brytyjskiej telewizji, zaś wkrótce później zorganizowano pokazy w wybranych kinach na całym świecie.

"Bloody albatross, bloody seabird!"
fot.: s3.amazonaws.com
Odpowiedź na nasz planowany reunion była bardzo, bardzo nierozsądna. Niemniej jesteśmy bardzo poruszeni, że tylu fanów chce zobaczyć, jak występują tak starzy ludzie. Dlatego też z radością dodamy więcej dat w O2. 
- John Cleese
"...and I waggled my wig!" 
fot.: i3.mirror.co.uk

Jak można było się spodziewać, konstrukcja wieczoru została oparta o dobrze znane i uwielbiane skecze grupy, choć i dla fanów nowości znalazło się to i owo. Część klasyków została zaktualizowana, niektóre lekko zmodyfikowano, inne połączono w sprytne sekwencje. W ten sposób m.in.: Not the Noel Coward Song uzupełniono o wersy poświęcone waginie i pośladkom, Spanish Inquisition za pośrednictwem lodówki przechodzi zręcznie w Galaxy Song, którą następnie okrasza „naukowy komentarz”, zaś Blackmail nawiązuje całkiem przypadkowo do twórców Top Gear. Do tego całość przeplata mnóstwo piosenek oraz numerów tanecznych (Nudge Rap jest po prostu cudowny!), a także materiałów archiwalnych (gdzie od czasu do czasu, nienachalnie pojawia się Graham Chapman), które pozwalają starszym panom złapać trochę oddechu. Poza tym, podczas każdego występu do Pythonów dołączali goście (zwykle podczas Blackmail). Nie inaczej było 20 lipca, gdzie Eddie Izzard pojawił się jako jeden z „Bruce’ów”, a Mike Myers. Jednak osobiście największe wrażenie zrobili na mnie profesorowie Brian Cox oraz nie kto inny, jak Stephen Hawking, którzy wystąpili w nagranej wcześniej scence. Pierwszy z nich wytyka błędy zamieszczone w Galaxy Song, zaś drugi wpycha Coxa do rzeki, „podśpiewując” rzeczoną piosenkę, by następnie wzbić się na orbitę. Iście brytyjski dystans do siebie, który bardzo cenię!
"Confess!"
fot.: zap2it.com

Przejdźmy do samych Pythonów. Najogólniej można powiedzieć, że pomimo swojego wieku i niewystępowania razem od prawie trzydziestu lat, panowie okazali się być w bardzo dobrej formie. Oczywiście, pointy już nie tak szybkie, głosy już się trochę łamią, więc już intonacja i akcentowanie również nie te. Niemniej jednak Terry Jones nadal świetnie odgrywa role żeńskie, Terry Gilliam sprawdza się w rolach charakterystycznych (i odważył się wlecieć na scenę na linach ;)), Eric Idle wciąż zachowuje się jak jowialny nastolatek, John Cleese jak zawsze ironiczny, a Michael Palin wciąż czaruje uśmiechem i urzeka wczuwaniem się w odgrywane role.

"Pining for the fjords?!"
fot.: i3.mirror.co.uk

Oczywiście Python Pythonowi nierówny. Widz mógł ewidentnie zauważyć, że najbardziej entuzjastycznie do całego projektu podchodzą Idle (który po rozpadzie grupy najwięcej występował na scenie oraz czerpał z dorobku Monty Pythona – Spamalot, anyone?) oraz Palin. Swoją drogą, ta dwójka chyba zdominowała show, jeśli chodzi o „czas antenowy”. Z kolei Jones był więcej niż jednokrotnie widziany, jak swoje kwestie w zasadzie odczytuje z kartki (gustownie ukrytej jako wkładka z pudełka czekoladek czy menu w knajpie). Rola Gilliama tradycyjnie została ograniczona do „ról wspomagających/charakterystycznych”, zaś jego grafiki niestety w 90 % były materiałami archiwalnymi… A Cleese… cóż… odnotowałem, iż trzykrotnie zapomniał tekstu. Inna sprawa, że te momenty odejścia od scenariusza były najzabawniejsze, gdyż zwyczajnie niespodziewane. Poza tym wydaje mi się, że tylko Johna Cleese’a stać na to, by bezceremonialnie zabrać Jonesowi jego ściągawkę, odczytać kwestie Terry’ego, a następnie oznajmić „teraz moja kwestia”. Natomiast skecz o martwej papudze/sklepie z serami to w zasadzie luźna rozmowa Johna z Michaelem, której bazę stanowiły oryginalne scenariusze. Innym ważnym elementem było obsmarowanie Daily Mail, który to dziennik jako jeden z nielicznych wcześniej obsmarował Live (Mostly). Nie zabrakło także wzajemnych docinków między Pythonami – wyśmiano między innymi „nudne programy podróżnicze Michaela Palina” oraz liczbę rozwodów Johna Cleese’a. Warto też wspomnieć, że bardzo miłym (i czarującym) dodatkiem była obecność Carol Cleveland, wieloletniej współpracowniczki Monty Pythona, dziwi i smuci natomiast brak „siódmego Pythona” – Neila Innesa.

"...and if you tell that to the young people today, they won't believe you..."
fot.: i4.mirror.co.uk


Krótko mówiąc – dla fana Monty Pythona wizyta w kinie była obowiązkowa (spóźnialscy będą mogli zakupić DVD). Osoby, które nigdy nie były przekonane do twórczości szóstki Brytyjczyków i tak zdania nie zmienią. Od siebie napiszę, że dawno głośno się nie śmiałem podczas jakiegokolwiek seansu czy show telewizyjnego… Zatem chyba było warto? ;)

Graham Chapman
(1941 – 1989)

Monty Python
(1969 – 2014)

Piss Off!

fot.: pbs.twimg.com


Akt I
  • Llamas
  • Sekwencja otwierająca
  • Four Yorkshiremen
  • The Fish-Slapping Dance (wideo)
  • Not the Noel Coward Song (wzbogacone o wersy poświęcone waginie i pośladkom)
  • The Naval Medley/Ypres 1914 (sekwencja taneczna)
  • Colonel Stopping It
  • Batley Townswomen's Guild Presents the Battle of Pearl Harbour (wideo)
  • The Last Supper
  • Every Sperm is Sacred
  • Mr and Mrs Blackitt
  • Silly Olympics (wideo)
  • Vocational Guidance Counsellor/The Lumberjack Song
  • The Philosophers' Football Match 1st half (wideo)
  • Bruces/Bruces' Philosophers Song (feat. Eddie Izzard)
  • The Philosophers' Football Match 2nd half (wideo)
  • Trade Description Act
  • Blood, Devastation, Death, War and Horror
  • I Like Chinese
Akt II
  • Spam Lake (sekwencja taneczna)
  • Sit on My Face
  • The Death of Mary Queen of Scots/Penguin on the Television
  • Gumby Flower Arranging
  • Camp Judges
  • Albatross
  • Nudge Nudge
  • Nudge Rap (sekwencja taneczna)
  • Blackmail (feat. Mike Myers)
  • Anne Elk's Theory on Brontosauruses
  • Spanish Inquisition
  • Galaxy Song
  • Brian Cox and Stephen Hawking (wideo)
  • The Silly Walks Song (sekwencja taneczna)
  • The Argument
  • I've Got Two Legs
  • Captions (wideo)
  • Spam/Finland
  • Dead Parrot/Cheese Shop/Come Back to My Place
  • Christmas in Heaven
  •  Always Look on the Bright Side of Life ("spontaniczny bis")
Monty Python:
  • John Cleese
  • Terry Gilliam
  • Eric Idle
  • Terry Jones
  • Michael Palin
  • Graham Chapman (materiały archiwalne)
z udziałem:
  • Carol Cleveland
  • Samuela Holmesa
  • Eddiego Izzarda
  • Mike'a Myersa
  • prof. Briana Coxa
  • prof. Stephena Hawkinga



25 października 2012

Działalność Hansa Franka w świetle prawa norymberskiego

Wykład prof. Dietera Schenka [1] z dn. 25.05.2011 r. na WPiA UŁ
Tłumaczenie i wstęp - prof. Witold Kulesza [2]
Opracowanie - M.R. (podniosle.blogspot.com)

Wprowadzenie prof. Witolda Kuleszy

Oskarżycielami w procesach namiestników okupowanej Polski byli dwaj wybitni przedstawiciele szkoły łódzkiej prawa karnego – MieczysławSiewierski [3] oraz Emil Stanisław Rappaport [4]. Oskarżali w latach 1946-48 dwóch z trzech namiestników Führera – Arthura Greisera [5] (Kraj Warty) oraz Alberta Forstera [6] (Gdańsk i Pomorze). Trzeci z namiestników – Hans Frank (Generalny Gubernator okupowanych ziem polskich) został oskarżony, skazany i stracony w Norymberdze. Warto zaznaczyć, że koncepcja prawa międzynarodowego różniła się nieco od koncepcji szkoły łódzkiej. Prof. Schenk postanowił rozwinąć te kwestie, badał kolejno procesy Alberta Forstera (Albert Forster – gdański namiestnik Hitlera) oraz Hansa Franka (Hans Frank. Biografia Generalnego Gubernatora).


Prof. Schenk zastanawia się jak to się stało, że monachijski prawnik stał się ludobójcą, który powoływał się na założenia państwa prawnego? Czy była to swego rodzaju schizofrenia prawnicza, powodująca niepoczytalność Franka? Raczej nie, należy bowiem uznać, że stan umysłu Generalnego Gubernatora nie wyłączał jego odpowiedzialności. Zdaniem prof. Schenka rozważania należy rozpocząć od dzieciństwa Hansa Franka.


Prof. Dieter Schenk – Działalność Hansa Franka w świetle prawa norymberskiego

źródło: Wikipedia

1. Dzieciństwo i młodość


Hans Michael Frank, najsłynniejszy niemiecki prawnik III Rzeszy, urodził się 23. maja 1900 r. w Karlsruhe, w rodzinie mieszczańskiej. Jego ojciec Karl, z zawodu prawnik, początkowo był syndykiem sklepu spożywczego. W 1903 r. otworzył kancelarię prawną. Nie był jednak wziętym adwokatem, nie odnosił sukcesów, a w końcu został wykluczony z palestry za oszustwa. Matka Franka – Magdalena – była córką właściciela sklepu kolonialnego. Hans nienawidził swojego ojca, za to ubóstwiał matkę. Tym większym ciosem było dla niego, gdy ok. 1908 r. Magdalena opuściła rodzinę, by zamieszkać z kochankiem w Pradze. Podczas procesu norymberskiego Frank miał powiedzieć dr Gustavowi Gilbertowi [7]: Można powiedzieć, że od 10. roku życia nie zaznałem życia rodzinnego.

W 1910 r. podjął naukę w Gimnazjum im. Ks. Maksymiliana. Wykazywał cechy introwertyczne i nie był lubiany przez kolegów. Już w młodości zaczął przejawiać zachowania, które zostały zamanifestowane w późniejszym okresie. Przede wszystkim uwidaczniała się zmienność i chwiejność jego stanów umysłowych, tendencja do wygłaszania wśród kolegów pompatycznych tekstów, zamiłowanie do muzyki klasycznej i literatury. W okresie szkolnym Frank wykształcił też w sobie narodowosocjalistyczne przekonania, zachwycał się Napoleonem, Hitlerem oraz Mussolinim. W 1919 r. zdał maturę z dobrymi i bardzo dobrymi wynikami, następnie rozpoczął studia prawnicze na Wydziale Prawa i Gospodarki Narodowej w Monachium. Zwykł dowcipkować z profesorów: Ja lubię ich właśnie, tych gorliwych, skrzętnych profesorów, którzy po raz 66. opowiadają to samo (…). Najbardziej odpowiada mi wolność studiowania, ale życzę sobie także, żeby w czasie wykładów (…) spoza katedry rozpływała się muzyka. W 1923 r. uzyskał promocję z tematem Osoby publiczne – wkład do nauki o znamionach pojęcia publicznej osoby prawnej. Następnie podjął studia doktoranckie w Kilonii. W czasie studiów osiągał średnie wyniki, później kłamał, że był wybitnym studentem.


Hans Frank spotkał Adolfa Hitlera w 1920 r. i od tej pory, aż do śmierci, stał się jego fanatycznym wyznawcą. Wstąpił do NSDAP oraz SA, brał udział w puczu monachijskim w nocy z 8. na 9. listopada 1923 r. W 1924 r. poślubił stenotypistkę oraz handlarkę futer Brigitte Herbst – zimną uczuciowo piękność, lubieżnie promieniującą. Do 1939 r. mieli pięcioro dzieci i stali się wzorcową rodziną narodowosocjalistyczną. Jednak małżeństwo nie należało do najszczęśliwszych – oboje romansowali.


W 1927 r. Frank został adwokatem. Głównie zajmował się (skuteczną) obroną berlińskich łobuzów z SA napadających na Żydów, co odnotowano 
w Völkischer Beobachter. Hitler powołał go na stanowisko kierownika spraw prawnych NSDAP, wkrótce potem Frank został członkiem Reichstagu. Jako obrońca Hitlera nie był tak suwerenny, jak sam potem podkreślał. Brigitte Frank tak wspominała wizytę w Pałacu Sprawiedliwości: Mąż krzyczał przeraźliwie, przerywał przeciwnikom procesowym, jego głos był przeraźliwy. Sprawiło mi to przykrość. Natomiast monachijska gazeta napisała o nim: Pan Frank prowadzi postępowanie tak, jakby prowadził narodowosocjalistyczny wiec; arogant, zjadliwe ataki łączył z diabolicznym, sarkastycznym śmiechem. Jak obraz ten pasuje do posiadającego subtelną duchowość miłośnika Beethovena?


Początki Franka jako prawnika były stosunkowo nieszkodliwe, dopóki nie chodziło o życie ludzkie. Był głównie teoretykiem prawa, który myślał wyłącznie abstrakcyjnie, stroniąc od pragmatycznego spojrzenia. Jego największym problemem był absolutny brak jakiejkolwiek moralności pracy – brakowało mu pilności i jasności celu, oskarżali go jego właśni klienci, podejrzewano go o oszustwa. W dodatku był prawnikiem dość pokątnym (np. Joseph Goebbels nie zgodził się na to, by Frank go reprezentował). W innych czasach, podobnie jak jego ojciec, Hans byłby wykluczony z Izby Adwokackiej. Ponadto Frank nie umiał się również obchodzić z pieniędzmi i żył o wiele ponad miarę (przyczyniła się do tego głównie Brigitte, która lubiła luksus i nieustannie zaciągała długi).


2. Po dojściu Adolfa Hitlera do władzy

Kiedy w 1933 r. Hitler doszedł do władzy, obiecał Frankowi Ministerstwo Sprawiedliwości Rzeszy, jednak ostatecznie powierzył mu Ministerstwo Sprawiedliwości Bawarii oraz stanowisko Komisarza Rzeszy do spraw Ujednolicenia Wymiaru Sprawiedliwości (w ramach Gleichschaltung – procesu unifikacji mającego przekształcić Niemcy w państwo totalitarne). 6. kwietnia 1933 r. Minister Sprawiedliwości Bawarii Frank wydał następujące zarządzenia:
  • Żydowscy adwokaci mają zakaz wstępu do budynków sądowych
  • Żydowscy sędziowie i prokuratorzy zostają niezwłocznie urlopowani
  • Żydowscy notariusze mają zakaz dalszego prowadzenia praktyki
Tym samym Hans Frank jako pierwszy wykluczył Żydów z wymiaru sprawiedliwości, dzień przed ogłoszeniem ustawy o odbudowie służby urzędniczej wraz z jej rozporządzeniem wykonawczym (tzw. Arierparagrapf – paragraf aryjski). Był to punkt zwrotny w karierze Franka. Znacząco poprawiły się jego finanse, m.in. zakupił dwór Schoberhof w Fischausen. Wzrosła także jego pozycja społeczna – korespondował z sympatyzującym z nazistami Richardem Straussem, zasłuchiwał się Wagnerem, zaś Brigitte Frank zachwycała się galanterią Hitlera.


    Państwo Adolfa Hitlera jest państwem prawa­ – zwykł powtarzać Hans Frank. Czy w istocie tak było? Wystarczy przyjrzeć się bliżej podstawowym zasadom państwa prawnego:
  • Konstytucja wiedzie prym nad innymi aktami prawnymi
  • Podstawą organizacyjną państwa jest podział władz
  • Zasada funkcjonalności państwa
  • Państwo zapewnia gwarancje dla praw podstawowych oraz praw człowieka
  • Nullum crimen sine lege, nulla poena sine lege, nebis in idem, prawo do sprawiedliwego procesu (fair trail)
Narodowy socjalizm był oddalony o lata świetlne od tych założeń. Mimo to Frank wierzył w nowe prawo i propagował je bez żadnych skrupułów. Jednak jako prawnik musiał mieć świadomość, jaki w istocie charakter ma prawo III Rzeszy. Mógł rozpoznać bezprawie i powinien postępować zgodnie z tym rozpoznaniem. Stało się inaczej. Najlepszym przykładem na stan umysłu Hansa Franka jest następująca wypowiedź (stanowiąca istny nonsens prawniczy) z 29. czerwca 1935 r. wygłoszona podczas dorocznego posiedzenia Akademii Prawa Niemieckiego [8]Poprzez stosunek Narodu Niemieckiego do Adolfa Hitlera, po raz pierwszy w niemieckiej historii pojęcie <<miłość do Führera>> stało się zasada prawną. Wynika z niej, że jedynym celem Hansa Franka było zabieganie o uznanie u Hitlera. A oto jakie Frank zajmował stanowisko wobec obozów koncentracyjnych: Można czynić zarzuty przeciw obozom koncentracyjnym, ale Niemcy miały jeden wybór – albo komunizm, albo narodowy socjalizm. (dziennik Hansa Franka, 1936 r.), a także: Ci, którzy zostali wsadzeni do obozów koncentracyjnych, w istocie zasłużyli na to, ponieważ kalali narodowe symbole. (Norymberga, 1945/1946 r.). Państwo narodowosocjalistyczne to państwo autorytetu, które nie idzie na ustępstwa wobec przestępców, wyniszcza ich. Zasady państwa konstytucyjnego stoją tutaj na głowie. Zrodziło się nowe pojęcie zdrowego poczucia narodowegoTo dane naszemu narodowi wartości prastworzenia doprowadziły do tego, że naród  był zawsze antysemicki. (Hans Frank podczas Święta Wolności w Norymberdze, 1935 r.). Frank posunął się nawet do wykorzystania imperatywu Kanta, zalecał strażnikom prawa, by ich własne poczucie prawa było wewnętrznie uzgadniane z poczuciem narodowym.



      W 1934 r. Hans Frank został ministrem bez teki w rządzie III Rzeszy. W Gabinecie zajmował drugorzędną pozycję, ponieważ w tym okresie Hitler nie miał zaufania do prawników. Jednak medialnie Frank nadal był postacią pierwszoplanową. Założył Akademię Prawa Niemieckiego, w której nie tylko prawnikom, ale i całemu społeczeństwu niemieckiemu wpajał narodowosocjalistyczne bezprawie. APN przeprowadzała m.in. szkolenia prawników, prace naukowe i badawcze, a także porządkowała piśmiennictwa (tak, by pozbyć się teorii odbiegających od własnych poglądów Franka).


3. Generalne Gubernatorstwo

Frank od samego początku stanowił trzon nazistowskiej grupy prawniczej. Należał do grupy tzw. starych wojowników, którym Adolf Hitler szczególnie ufał i obsadzał nimi kluczowe stanowiska. W związku z tym 15. września 1939 r. Frank został mianowany szefem wyższego zarządu cywilnego okupowanych ziem polskich, a 26. października 1939 r. generalnym gubernatorem terenów okupowanych Polski. Generalne Gubernatorstwo obejmowało skolonizowany obszar Polski Centralnej o wielkości Grecji. Mieszkańcy i zasoby tych terenów miały zostać bezwzględnie wyzyskane, a niepożądane elementy eliminowane (w tym celu powstały w 1942 r. niemieckie obozy zagłady – Bełżec, Majdanek, Sobibór oraz Treblinka). W swoim dzienniku Frank pisał: Führer powierzył mi wspaniałomyślnie reprezentowanie narodu i samego Führera (…). Mam obowiązek uczynić wszystko, co odpowiada wielkości powierzonego zadania. Za miejsce swojej siedziby obrał Wawel [Ja chcę ten dwór książęcy (renesansu) znów uczynić żywym], sam zaś określał się mianem Króla Polski (Goebbels w swoim dzienniku pisał złośliwie o Franku Król Stanisław).

W czasie swojego panowania Generalny Gubernator Frank nigdy (w związku ze swoją próżnością) nie stworzył żadnej organizacji państwowej. Doprowadziło to do permanentnego głodu i choć Volksdeutschom oraz Reichsdeutschom wiodło się lepiej niż pozostałym warstwom społecznym, to przejrzeli zakłamanie Franka, który samemu pławiąc się w luksusach wzywał do dyscypliny, oszczędności oraz powściągliwości. Nie oznacza to jednak, że Frank próżnował, wręcz przeciwnie. Na swoim stanowisku był uprawniony do wydawania zarządzeń, z czego skwapliwie korzystał (w ok. pół roku wydał ich 255). Jak twierdził poprzez zarządzenia realizuje się coś pozytywnego. Wśród nich znalazły się m.in.: nakaz do oddania aparatów fotograficznych, nakaz oznaczania sklepów, powołanie sądów specjalnych oraz uproszczenie procedury poprzez odmowę prawa do obrony, zakaz handlu pokątnego oraz obowiązek dowodzenia niemieckości krwi. Natomiast za drobne naruszenia (kradzież drewna, nadużycie munduru, obiegu informacji, żebractwo), przy rozszerzonej wykładni, groziła nawet kara śmierci.


Frank był odpowiedzialny za przeprowadzaną między majem a lipcem 1940 r. akcję AB (Ausserordentliche Befriedungsaktion – Nadzwyczajna Akcja Pacyfikacyjna). W jej ramach rozstrzelano ok. 3,5 tys. więźniów politycznych oraz 3 tys. rzekomych zawodowych zabójców. W istocie akcja miała na celu wyniszczenie polskiej inteligencji. Dr Hans Frank – wykształcony humanista – przyjął odpowiedzialność za ludobójstwo w Generalnym Gubernatorstwie.


4. Wnioski o psychice oraz priorytetach Hansa Franka

Generalny Gubernator był człowiekiem, który pragnął używać życia. Dbał wyłącznie o własne interesy i bogacił się bez umiaru. Kochał rządzić, był egomanem. Z drugiej strony Frank to postać chwiejna i niesolidna w swoich czynach, o niskiej samoocenie, wciąż zabiegająca o uznanie (zwłaszcza Adolfa Hitlera). Te cechy sprawiły, że mógł być i był wykorzystywany przez SS jako współsprawca wszelkich zbrodni. Hans Frank cierpiał na moralne upośledzenie (moral insanity) objawiająca się m.in. zachwianą zdolnością współczucia, etc. Przypadłości te nie wpłynęły jednak na jego zdolność do ponoszenia winy.

Podczas procesu norymberskiego stwierdzono, że Frank jest osobą inteligentną, zatem miał możliwość swobodnego, niczym nieograniczonego decydowania o własnym postępowaniu. Jednakowoż cechy jego osobowości mogły wpłynąć na generalizowanie przez niego celów, a jego moralność nie wpłynęła na ocenę zachowań. Generalny Gubernator kierował się własnym prawem – mógł zarządzić cokolwiek chciał, powołując się na rozkaz Führera. Z tego wynika, że akceptował akcję wyniszczenia Żydów, jego zdaniem wymagał tego interes bezpieczeństwa państwa (moralność narodowosocjalistyczna podniosła zagładę ludzi do narodowej powinności). Dlatego też zestawienie działalności politycznej Franka z wprowadzonym przez niego programem kulturalnym w jego mniemaniu nie było niczym nadzwyczajnym. Zbrodniarz nie dostrzegał żadnej sprzeczności. W związku z tym dochodziło do tak abstrakcyjnych wydarzeń:
  • 7. lipca 1943 r. – Frank pozbawia ludności kartek na żywność, jednocześnie popiera rozwój kultury poprzez preferencję muzyki Bacha.
  • 19. października 1943 r. – wydanie zarządzenia o akcji masowych mordów, wieczorem wyprawa do teatru na operę Fidelio
  • 31. maja 1944 r. – kongres antyżydowski i wizyta na Balu Maskowym Verdiego
  • 14. lipca 1944 r. – zarządzenie deportacji 100.000 kobiet i dzieci z terenów Generalnego Gubernatorstwa oraz wieczorna wizyta na gościnnych występach berlińskiego teatru
Hans Frank bezpośrednio odpowiadał za politykę wyzysku, choć przede wszystkim sam się bogacił. Objawiało się to przede wszystkim poprzez kradzież dóbr kultury, ale także żywności (sic!). Jego małżonka była jeszcze bardziej chciwa niż Generalny Gubernator. Dochodziło do sytuacji, gdy w towarzystwie SS-mannów wymuszała na Żydach krakowskiego getta, by sprzedawali jej futra za 1 zł. Ponadto za pieniądze załatwiała Niemcom stanowiska państwowe.

Nie ulega wątpliwości, że Frank stworzył podstawy dla holokaustu w Generalnym Gubernatorstwie. Czynił to głównie od strony organizacyjnej – załatwiał transport, prowadził rejestr, etc. Ponadto stale współpracował z SS (w którego kręgach określany był Rzeźnikiem Polaków). Doprowadził do zlikwidowania dotychczas istniejącego wymiaru sprawiedliwości:
  • Uchylił wszelkie ograniczenia, którymi było związane Gestapo, a także udzielał specjalnych pełnomocnictw
  • Zarządził wyrok śmierci w przypadku, gdy skazany występował przeciw przepisom (a także dyspozycjom) w zamiarze przeszkodzenia/utrudnienia dzieła niemieckiej odbudowy. Warto nadmienić, że interpretacja takich przypadków była swobodna, a skazania dokonywały sądy doraźne Gestapo.
Tym sposobem w okresie od 15. października 1943 r. do sierpnia 1944 r. zamordowano ok. 8 tysięcy osób w wyniku samych łapanek.

Natomiast w wystąpieniach publicznych Generalny Gubernator starał się kreować na cywilizowanego gentlemana, aczkolwiek zdolny był do surowej przemocy (choć sam nie zachowywał się brutalnie, to bez wątpienia był mordercą zza biurka). Oto przykłady:
  • Ja w czasie pierwszego roku nie mogłem wytępić ani wszystkich wszy (…) ani wszystkich Żydów, ale z biegiem czasu ten cel jawi się jako możliwy do osiągnięcia (19. grudnia 1940 r., przemowa bożonarodzeniowa)
  • Jeśli wojna będzie przez nas wygrana, jest mi zupełnie obojętne, czy z Polaków i Ukraińców zostanie siekane mięso. (14. lutego 1944 r.)
  • NSDAP na pewno przeżyje Żydów. Zaczynaliśmy z trzema milionami Żydów (…) Teraz istnieje niewiele kompanii pracy. Pozostali <<wyemigrowali>> (styczeń 1943 r.)
  • Powinniśmy dziękować Führerowi, że swoją decyzją to miasto [Lwów – przyp. M.R.] stanowiące gniazdo żydostwa, które było niszczejącym zamkiem rabusiów, to gniazdo polactwa powierzono niemieckim pięściom, które szuflami i proszkiem na robactwo sprawią, że niemiecki człowiek może się tu znów zatrzymać (burzliwe oklaski). Na marginesie (…) dziś nie jest tu obecny żaden Żyd. Co się stało? (…) Czy czasem nie obeszliście się z nimi źle? (wielka wesołość).
Frank oficjalnie potępiał też państwo policyjne. Publicznie przeciwstawiał swój terror, wprowadzony na podstawie prawa, Heinrichowi Himmlerowi, który posługiwał się wyłącznie policją. Nigdy - mówił Frank - nie było do pomyślenia państwo bez prawa lub przeciw prawu. Państwo i prawo, jak uczy doświadczenie dziejów świata, tworzą całość. (...) Wierzę w wieczne, święte prawo! (...) Dokładnie tak samo jak naród nie może żyć bez prawa, tak samo nie może on żyć bez wolności. (…) nigdy nie powinno istnieć państwo policyjne. To odrzucam! (…) Europa chce być ludzką. To znaczy, że nie potrzeba za wszystko stale i zawsze orzekać kary śmierci [9].

5. Proces w Norymberdze

17. stycznia 1945 r. Hans Frank wraz z rodziną uciekł do górnej Bawarii. W swym bagażu udało mu się pomieścić m.in. obrazy Leonarda da Vinci, Rembrandta, Rubensa czy Albrechta Dürera. Został aresztowany 4. maja 1945 r. przez porucznika wywiadu wojskowego USA – Waltera Steina. Od tamtego momentu do osadzenia go 25. sierpnia 1945 r. wraz z pozostałymi zbrodniarzami III Rzeszy w Norymberdze Frank podjął dwie próby samobójcze. W celi napisał pamiętnik W cieniu szubienicy (Im Schatten des Galgens). Odrzucał w nim czekający go proces wyrażając przekonanie, że tylko jego własny, suwerenny naród jest w stanie go osądzić. 

Podczas aresztowania Generalny Gubernator dobrowolnie przekazał Amerykanom prowadzony przez siebie dziennik urzędowy (nazywany Dziennikiem Franka), w którym umieszczone były szczegółowe zapiski z pracy Hansa Franka, fragmenty jego własnych przemówień oraz przemyślenia na temat wojny, roli III Rzeszy (oraz własnej) w okupacji Polski i Europy. Dzięki temu Dziennik Franka miał kluczowe znaczenie dowodowe. Mimo tak silnych dowodów uwidaczniała się słabość samego oskarżenia – z treścią dziennika nie powiązano zarządzeń, środków ustawowych stosowanych przez Franka, ani jego zachowań. Stało się tak ze względu na obszerność dokumentów (w ostatecznej wersji zawierał 40 tomów, na które składało się 11.367 stron, w tym 10.774 merytorycznych) – dotychczas zebrane materiały były na tyle ogromne, że zrezygnowano z wykorzystania dodatkowej dokumentacji (zdaniem prof. Kuleszy nie doszłoby do takiego zaniechania, gdyby sprawą zajmował się Mieczysław Siewierski).

Hans Frank nie okazał prawdziwej skruchy. Co prawda nawrócił się na wiarę katolicką, a w celi przez większość czasu czytał Biblię, jednak trzeba mieć na uwadze fakt, że liczył się z karą śmierci. Początkowo przyznał się do winy (Tysiąc lat przeminie, zanim zatarta zostanie ta wina Niemiec), jednak później, pod wyraźnym naciskiem Hermanna Göringa, wycofał owo przyznanie się. Frank uważał, że dyktatura Adolfa Hitlera zasługiwała na całkowite poparcie do 1938 r. i wyrażał smutek, że naród w związku z upadkiem straci swoją świadomość. Nie doszedł jednak do wniosków, że upadek Rzeszy spowodował reżim, w którym sam uczestniczył. Powoływał się na los i przeznaczenie, czym maskował własną winę. Na kilka tygodni przed ogłoszeniem wyroku napisał, że jest przygotowany do rozstania z ziemią i wyraził chęć podążania za Adolfem Hitlerem. Upajał się przy tym starymi czasami.

Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze uznał Hansa Franka w wyroku wydanym 1. Października 1946 r. winnym popełnienia przestępstw objętych rozdziałem trzecim i czwartym aktu oskarżenia (zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości) oraz niewinnym co do zarzutów rozdziału pierwszego (zbrodnie przeciwko pokojowi). Został skazany na śmierć przez powieszenie. Noc przed śmiercią przystąpił do spowiedzi i otrzymał rozgrzeszenie od irlandzkiego mnicha Sykstusa O’Connora (opiekuna duchowego Franka w Norymberdze). Wyrok wykonano 16. października 1946 r. między godziną 1:01 a 2:45. Ostatnie słowa Franka przed egzekucją brzmiały Chryste, przebacz! Tego samego dnia zwłoki spalono oraz rozsypano z samolotu wojskowego nad doliną rzeki Izary.

Brigitte Frank opublikowała przeredagowany przez siebie pamiętnik męża w 1953 r. Zmarła w Monachium w 1959 r. w wieku 63. lat w skrajnej nędzy. Niklas Frank, syn Generalnego Guberbnatora, dziennikarz czasopisma Stern, jest zaciekłym krytykiem ojca. Opublikowane przez niego książki Mój ojciec Hans Frank oraz Moja niemiecka matka wywołały burzliwą dyskusję na temat kwestii rozliczenia nazizmu w kontekście rodzinnym.



Przypisy:


[1] Dieter Schenk (ur. w 1937 r. we Frankfurcie nad Menem) – niemiecki kryminolog i literat, profesor wizytujący UŁ (od 1998 r.), prowadzi wykłady o historii narodowego socjalizmu. Od 1993 r. prowadzi badania nad zbrodniami hitlerowskimi, zwłaszcza w Polsce. Działacz Amnesty International. Odznaczony Orderem Zasługi Republiki Federalnej Niemiec, medalem św. Wojciecha (1997 r.), medalem 1000-lecia Gdańska (1998 r.), krzyżem oficerskim Orderu Zasługi (2000 r.). Od 2003 r. honorowy obywatel miasta Gdańska.


[2] Witold Kulesza (ur. 4. maja 1950 r. w Łodzi) – polski prawnik, specjalista w zakresie prawa karnego, profesor nadzwyczajny UŁ, kierownik Zakładu Prawa Karnego Materialnego, w latach 2000-2006 dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Odznaczony Medalem Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej (2009 r.) oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2011 r.). 

[3] Mieczysław Siewierski (ur. 22. października 1900 r., zm. w 1981 r.) – polski prawnik, specjalista w zakresie prawa karnego, profesor UŁ, kierownik Katedry Postępowania Karnego, pierwszy prokurator SN. W 1946 r. jako prokurator z ramienia Najwyższego Trybunału Narodowego był oskarżycielem w sprawie Arthura Greisera. Po procesie Alberta Forstera został aresztowany na mocy dekretu o odpowiedzialności karnej za klęskę wrześniową i faszyzację życia w przedwojennej Polsce i osadzony na tym samym oddziale więziennym co Forster. Zarzucono mu m.in., że jako przedwojenny prokurator oskarżał w procesach działaczy komunistycznych, oraz wyznaczał sędziów do pracy w komisjach wyborczych w wyborach na mocy konstytucji faszystowskiej z 1935 roku.

[4] Emil Stanisław Rappaport (ur. w 1877 r., zm. 10. sierpnia 1965 r.) polski prawnik pochodzenia żydowskiego, specjalista w zakresie prawa karnego, do 1939 r. profesor Wolnej Wszechnicy Polskiej, od 1948 r. profesor zwyczajny UŁ. Odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (1930 r.). Przewodniczący składu orzekającego w procesach Arthura Greisera oraz Alberta Forstera.


[5] Arthur Greiser (ur. 22. stycznia 1897 r. w Środzie Wielkopolskiej, zm. 21. lipca 1946 r. w Poznaniu) – niemiecki polityk narodowosocjalistyczny, obbergruppenführer SS, Reichstatthalter w Kraju Warty, zbrodniarz wojenny. W czasie sprawowania funkcji gauleitera w Kraju Warty przeprowadzał brutalną germanizację i eksterminację ludności podlegających mu obszarów. Aresztowany w 1945 r. przez wojska amerykańskie,  9. lipca 1946 r. skazany przez Najwyższy Trybunał Narodowy na karę śmierci przez powieszenie. Końcowa sentencja brzmiała: Arthura Greisera należy uznać winnym wszystkich zbrodni i zarzucanych mu przestępstw, z tym ograniczeniem, że zabójstw, uszkodzeń cielesnych i znęcań się Arthur Greiser osobiście nie dokonywał. Za powyższe przestępstwa skazać Arthura Greisera na karę śmierci, nadto orzec utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz konfiskatę całego jego mienia; od momentu ponoszenia kosztów sądowych i uiszczenia opłaty sądowej zwolnić go. Dowody rzeczowe pozostawić przy aktach sprawy. Wyrok wykonano publicznie 21. lipca 1946 r. o godz. 7:00 na stoku poznańskiej cytadeli. Była to ostatnia publiczna egzekucja w Polsce.   

[6] Albert Forster (ur. 26 lipca 1902 w Fürth, Bawaria, zm. 28 lutego 1952 w Warszawie) - członek NSDAP nr 1924, SS nr 158. Od 15 października 1930 pełnił na polecenie Hitlera funkcję gauleitera gdańskiego NSDAP. Odpowiedzialny za łamanie postanowień traktatu wersalskiego oraz konstytucji Wolnego Miasta Gdańsk, główny organizator przyłączenia Gdańska do Rzeszy. Odpowiedzialny za powstanie obozu koncentracyjnego Stutthof oraz masowe mordy. Schwytany przez Anglików w sierpniu 1946 r., skazany przez Najwyższy Trybunał Narodowy w kwietniu 1948 r. na karę śmierci przez powieszenie. Wyrok wykonano 28. lutego 1952 r. w więzieniu na Mokotowie w Warszawie.

[7] Gustave Gilbert (ur. 30. września 1911 r., zm. 6. lutego 1977 r.) – amerykański psycholog pochodzenia żydowskiego, psycholog więzienny zbrodniarzy nazistowskich podczas procesu w Norymberdze. Owocem obserwacji poczynionych w wyniku rozmów jest wydana przez niego w 1947 r. (fragmenty) oraz w 1961 r. (w całości) książka Dziennik Norymberski.

[8] Akademia Prawa Niemieckiego – instytucja założona przez Hansa Franka w 1934 r., której celem było opracowanie podstaw hitlerowskiego ustroju prawnego, opartego na zasadzie wodzostwa (Führerpriznip). Frank pozostawał prezesem APN do 1941 r.

[9] Zygmunt Białas, Panowie, nie jesteśmy żadnymi mordercami! – mówił Hans Frank [online], 14.07.2012 [dostęp: 25.10.2012], dostępny w Internecie: http://zygumntbialas.nowyekran.pl/post/68448,panowie-nie-jestesmy-zadnymi-mordercami-mowil-hans-frank

          

30 maja 2012

Szacun dla czarnego!


Pewnego dnia podczas spaceru natknęliśmy się z Ksardem na niezwykle rasistowski i stereotypowy billboard – Afroamerykanin ubrany w białe futerko, którego ciało zdobił pozłacany, błyszczący łańcuch. W dodatku niesmaczny podpis „Szacun dla czarnego!”. Obaj wybuchliśmy śmiechem, zaś mnie przez myśl przeszło, że zabawnie by było, gdyby Amerykanie zwrócili się do rządu polskiego z żądaniem przeprosin za jakieś ohydne aluzje co do prezydenta Obamy. Wbrew pozorom nie jesteśmy antysemitami, a USA wystosowując postulaty o powyższej treści wystawiłoby się na pośmiewisko świata, a może nawet całej Polski! Wszak na wspomnianym billboardzie jedynym afroamerykańskim elementem było czarne Frugo.

Niewiele później (chyba nawet tego samego dnia) Ksard opowiedział mi o „dokumencie” BBC, który w związku ze zbliżającym się Euro miał za zadanie przybliżyć Brytyjczykom obraz polskich i ukraińskich kibiców. Po zapoznaniu się z rzeczonym materiałem (który notabene otwierają derby Łodzi :P) doszedłem do przerażających wniosków – statystycznie rzecz biorąc powinienem już nie żyć, gdyż Polska to kraj rasistów, antysemitów i nazistów, zaś bijatyki, czy wręcz masowe masakry są tu na porządku dziennym. To smutne, ale przy tym „dziele” nawet „Mgła” wydaje się stosunkowo obiektywna (!). Na protesty ze strony Polaków Brytyjczycy krótko odpowiadają – społeczeństwo ma prawo wiedzieć o zagrożeniach jakie je czeka podczas Euro. Generalnie każdy Anglik zrobi lepiej, jeśli zostanie na Wyspie i obejrzy Mistrzostwa Europy w telewizji. Cóż, z punktu widzenia Polski może to i lepiej, angielscy kibice przecież też nie należą do najbardziej potulnych istot (jak stereotypizować to na całego, a co!). Kto wie, może Izba Lordów wpadnie na pomysł, żeby rozdać bilety terrorystom z Irlandii Północnej, a nuż Polacy ich wymordują i Królestwo odzyska swoje utracone tereny?

A propos terroryzmu i nazistów, wróćmy na chwilę do Barakistanu. Prezydent Obama dopuścił się czynu skandalicznego – użył sformułowania „Polish death camp”! Radosław Sikorski oburzony całą sytuacją zatweetował gdzie trzeba (wiedzieliście, że Pentagon ma Tweetera?), Donald Tusk też podobno jest zły…

Powyższe historie sprawiły, że zacząłem się zastanawiać nad stereotypami i przewrażliwieniem podmiotów, które pod owe stereotypy podpadają. Nie ukrywam, że początkowo miałem na celu odnieść się jedynie do kwestii „polskich obozów zagłady” i w gruncie rzeczy wykpić całe zamieszanie tym spowodowane, bo przecież to oczywisty skrót myślowy i w zasadzie większą gafą jest twierdzenie, że Amerykanie wyzwolili Auschwitz. Niemniej tuż przed zasiądnięciem do tworzenia niniejszego tekstu coś mnie tchnęło. To, że ja wiem, iż obozy były nazistowskie, a zwrot „polskie” ma wydźwięk geograficzny, to że Ty, drogi Czytelniku o tym wiesz, wreszcie to, że prezydent Obama zapewne to miał na myśli wcale nie oznacza, że jest to wiedza powszechna! Ba, skoro nawet istnieją na tej planecie HISTORYCY (!), którzy twierdzą, że Polacy mieli czynny udział w eksterminacji. Z pokorą muszę przyznać, że zbagatelizowałem tę kwestię w sposób absolutny i karygodny. Tu jednak  nie chodzi o przewrażliwienie Polaczków – to swego rodzaju walka o niewypaczanie historii, walka o to, żeby następne pokolenia nie miały powtórki z Katynia. No i chyba nie ma lepszego sposobu, by wpłynąć na masy, niż poprzez wytykanie błędów autorytetom.

PS: Jednak fakt tweetowania przez Radka Sikorskiego bawi niesamowicie :P